Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ponieważ ominął Newport, podjechał tu od północy, od strony Newbarn Down.Widział przed sobą las, ciągnący się aż po gęsto porośnięte drzewami wzgórze na horyzoncie.Stwierdził, że dom Fischera stoi w dolnej części południowego zbocza, TLRw pobliżu strumienia i na jego wysokości, gdyż Pandora nie wspominała o żadnym wąwozie.Gęsty las przed nim z pewnością był bardziej dostępny dla samochodów od strony miejsca, w którym Pandora i Fischer przybili do brzegu łodzią sterowaną przez Wheatleya.Wiedział więc mniej więcej, dokąd zmierza.Jedyny problem polegał na tym, że nie udałoby mu się przejechać przez wzgórze.Człowiek z wypożyczalni z dumą powiadomił go, że rower ma doskonałą przerzutkę i gruby bieżnik na szerokich oponach, ale w tej gęstwinie Seaton częściej prowadził bicykl, niż na nim jechał, a niekiedy musiał nawet z trudem przeciskać się między drzewami.Spojrzał na zegarek: siódma.Mógł zawrócić, znaleźć drogę, objechać las i dotrzeć do domu Fischera od strony morza - nie chciało mu się.Mógł też zjechać do pensjonatu w Ventnor, zostawić bagaż i poszukać jakiegoś miłego baru na wybrze-żu.Właściciel pensjonatu powiedział mu, że nad zatoką jest dobra knajpa, Spyglass Inn, serwują tam przednie trunki.Gdyby wrócił to rano, miałby cały, jasny, słoneczny dzień na poszukiwania.Może znajdzie łuskę przy drzwiach kuchni na tyłach do-mu? A może miejsce, gdzie Góring pojedynkował się z producentem filmowym z Ameryki, na oczach stojącego wśród drzew Crowleya? Albo rolkę filmu, na którym Pandora Gibson-Hoare utrwaliła członków sabatu, zebranych, by w tajemnicy uprawiać czarną magię?Te zdjęcia, jeśli rzeczywiście istnieją, czekają już pięćdziesiąt sześć lat, mogą więc zaczekać jeszcze kilka godzin.Jakie jest prawdopodobieństwo, że w domu Fischera akurat tej nocy wybuchnie pożar i obróci w popiół cały budynek? Jaką szkodę mogłoby wyrządzić takie małe, wynikające z rozsądku opóźnienie?Żadnej.Seaton był tego absolutnie pewny.Tyle że nie potrafił zaczekać ani chwili dłużej.Rozsądek nie miał tu nic do powiedzenia, a i względy praktyczne nie odgrywały roli.Zżerała go ciekawość, by na własne oczy zobaczyć wreszcie ten dom, przeszukać pokoje, rozwiązać tajemnice.Zanurzyć się w jego atmosferze, obudzić mieszkające w nim duchy i wykorzystać później to wszystko w prawdziwie od-krywczym eseju.Stop.Trzeba zabezpieczyć rower w tym niedostępnym dla dwóch kółek terenie.Zbocze stawało się coraz bardziej strome.Las z każdym krokiem gęstniał, nie przypominał bezlistnego jesiennego lasu z opisu Pandory.Teraz wszystko wokół porastało bujne, cieniste listowie.W miękkim Seaton widział plątaninę pnączy i wystają-cych spod ziemi korzeni.TLRPrzypiął rower do pnia drzewa - użył łańcucha i kłódki, które znalazł pod siodeł-kiem.Nie wiedział, czy uda mu się odnaleźć powrotną drogę do tego miejsca.Roz-łożyste korony drzew przepuszczały bardzo niewiele światła.Pod grubym, zielonym baldachimem było tak ciemno, że fluorescencyjne wskazówki zegarka świeciły sła-bo.Dwadzieścia po siódmej.Jeszcze prawie dwie godziny dziennego światła.Wiedział, że słońce powoli chyli się ku zachodowi, ciągle jednak wyspa pławiła się w jego promieniach.Potrzebował światła.Nie pomyślał o tym, by wziąć ze sobą latarkę, ale jak inaczej spenetrować ruiny domu Fischera? Pandora nie przesadzała, pi-sząc, jak dziki i gęsty jest ten las - Seaton pomyślał, że jak na tę porę roku panuje w nim niezwykła cisza.Ani słowa o śpiewie ptaków.Czyżby dlatego, że Pandora, zbyt zaprzątnięta przerażającą historią, w której sercu się znalazła, tego nie zauważyła?Dotarł na szczyt wzgórza.Wędrówka przez las nie zmęczyła go ani trochę.Miałdoskonałą kondycję, a tych kilka kilometrów na rowerze?Też coś! Rozgrzane mięśnie i pobudzone serce z wdzięcznością przyjęły dodat-kowy wysiłek.Schodząc z pagórka, przyspieszył - i z powodu siły ciążenia, i dlatego, że nie mógł się już doczekać chwili, kiedy wreszcie dotrze do celu.W końcu usłyszał słaby szum wody.A potem nagle znalazł się nad opisywanym przez Pandorę strumieniem.20Nad zwykłym leśnym strumieniem.Deszcze, o których pisała Pandora, zapewne podniosły poziom wody i przyspieszyły jego nurt, teraz jednak, w samym środku upalnego lata, była to po prostu wartka struga o szerokości mniej więcej dwu i półmetra.Seaton położył się na brzegu i nabrał ręką wody do ust: lodowato zimna, ale na pewno uda mu się dotrzeć na drugą stronę.Musiał tylko znaleźć miejsce, gdzie drzewa rosły na tyle rzadko, by mógł wziąć rozbieg.Ruszył więc wzdłuż brzegu i jakieś pięćdziesiąt metrów dalej trafił na polankę; z trawy wystawały pniaki po kilkunastu ściętych drzewach.Był to pierwszy ślad działalności człowieka, na jaki natknął się w tym lesie.Bardzo go ucieszył.Po-TLRlana okazała się wystarczająco duża, by mógł się rozpędzić.Przedostał się na drugi brzeg strumienia suchą nogą i po chwili szedł już dalej pod cienistym baldachimem liści, przez wysokie, milczące paprocie.Teren stawał się płaski i las zaczął się Seatonowi wydawać coraz cichszy i bardziej tajemniczy.Należało tam zachować ostrożność i czujność.Więcej, to miejsce sprawiało, że czuł się jak intruz.Nie przywodziło mu na myśl polowań królów z dynastii Plantagenetów, opisywanych z nostalgią przez Pandorę.W lesie za strumieniem czuł się jak ktoś, kto z własnej woli, świadomie, niebezpiecznie, narusza czyjeś granice.Niewiele dotąd zwiedził, ale kiedy jeszcze się uczył, jeździł do najodleglejszych zakątków Irlandii.Niektóre były naprawdę dzikie, niedostępne, przesiąknięte celtycką mitologią, tak specyficznie nastrojowe.Odludne pustkowia, czasami najeżone wielkimi, stuletnimi głazami, emanowały atmosferą niewyjaśnionych nigdy tajemnic.Dlaczego to je właśnie wybrano do odprawiania rytuałów? Nigdzie w Irlandii nie zaschło mu w gardle tak, jak tu i nigdzie ciarki nie biegały mu po krzyżu tak jak w tym gęstym, cichym lesie.Zabrał ze sobą butelkę wody, zatrzymał się więc i ją wypił.Tak, Fischer, pomy-ślał, spoglądając na stojące w martwym bezruchu drzewa, to jego wpływ ciągle jeszcze rozciąga się tu jak gęsta trująca mgła, to on budzi ten dziwny niepokój.Wiedziałjuż, że nie natknie się tu na żaden piknik ani turystów, z którymi mógłby wymienić pozdrowienia podczas wesołej wędrówki.Wesołej wędrówki? A to dopiero, przecież skradał się przez las jak tropiona zwierzyna.I wtedy dostrzegł przed sobą światło.Mrok pojaśniał, las zaczął rzednąć [ Pobierz całość w formacie PDF ]