Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przynajmniej w sprzyjających okolicznościach.No i w reklamach producentów celownika.Wypełzłem na odkrytą przestrzeń i ruszyłem wzdłuż drutu, wyznaczającego granicę pola minowego.Odrzuciłem pomysł skręcenia ku dolince strumienia.Znałem na pamięć układ połowy min.Jeśli ktoś ma czas i nóż, to zbadanie pola minowego jest stosunkowo prostą sprawą.Problem w tym, że badałem je i pokonywałem za dnia.Próba powtórzenia tego wyczynu nocą, nawet z noktowizorem, mogła doprowadzić do przekształcenia „Pałacowej” w spółdzielnię inwalidzką.Wolałem już czołgi.Niczego akurat nie przemycałem, więc wpadka skończyłaby się mandatem.Albo i niczym – polski system prawny jak zawsze wlókł się daleko z tyłu za dynamiczną rzeczywistością.Wziąłem to pod uwagę i dobrze zrobiłem, bo do miejsca, gdzie rzeczka zmieniała przynależność państwową, dotarłem bez przeszkód.Przed zrujnowaną chałupą zatrzymałem się i rozejrzałem.Nie przeżyłem szoku, widząc nadchodzącą od wschodu postać.Facet szedł swobodnie, nie starając się kryć, i niósł coś na grzbiecie.Zapewne wypełniony szmuglem plecak, którego pasek przytrzymywał prawą dłonią.Pomyślałem, że informacja o ogłoszonym przez Kubicę szlabanie nie dotarła do wszystkich, zapakowałem bajgysza i nie zaprzątając sobie głowy gościem z plecakiem, ruszyłem w stronę Małogorska.Małogorsk tonął w mroku, ale zauważyłem, że Misza Miller postawił swoje siły zbrojne w stan gotowości.Oznaczało to mniej więcej tyle, że Domem Kołchoźnika nie wstrząsały odgłosy pijackiej orgii, nikt nie strzelał na wiwat, a po schodach dało się wejść, nie potykając o puste butelki.W holu spotkałem wprawdzie kilka kobiet, ale były trzeźwe, ubrane i nie bardzo młode.Uzbrojone w szczotki, doprowadzały budynek do połysku.–Co się dzieje? – zapytałem wartownika.Był ogolony i z grubsza podobny do szanującego się partyzanta.–Pogadaj z rzecznikiem prasowym – poradził.Gabinet Gawryszkina wysprzątano, pozbywając się połowy mebli, pościeli i gołej dziwki.Gospodarz siedział przy biurku, grzebiąc w brzuchu radiostacji.–Jest pan – mruknął, nie okazując ani wielkiej radości, ani niechęci.–Miałem się spieszyć – wskazałem boczne drzwi.–Tam jej nie ma.– Dzisiaj był trzeźwy.I zakłopotany.– Sytuacja… trochę się skomplikowała.Nie uwierzy pan, ona… uciekła przez okno.–Co zrobiła?! – Miał rację: nie uwierzyłem.–Bez paniki.– Trafnie ocenił wyraz mojej twarzy.– Nic złego jeszcze się nie stało…–Przez okno?!–Wydałem rozkazy, ale z tą bandą nigdy nie wiadomo, więc zamknąłem drzwi.Wracam, a jej nie ma.Wartownik widział, jak przełazi po gzymsie na balkon obok.Podstawił jej drabinę.Powiedziała mu, że jestem zazdrosny i…–Musicie stawiać na warcie kretynów?!–Powiedziała, że jest położną i że próbuje pomóc…–Zwiała przez okno, by odebrać poród?!–Nie mówiłem o porodzie – popatrzył na mnie z wyrzutem.– Usłyszała, jak chłopcy z dachu meldują o tych śmigłowcach, potem zobaczyła biegających sanitariuszy…–Śmigłowce?–Nasze, sambijskie.Jeden szturmowy, drugi Mi-17.Mocno postrzelany, obaj piloci ranni.Ledwo dociągnęli.Lądowanie im nie wyszło, jakiś staruszek tak się przestraszył, że zawału dostał.Tak że w sumie pana dziewczyna ma trzech pacjentów.I siedzi przy nich.–Idę po nią – powiedziałem cicho.–Nie dziś.Wpadła Miszy w oko.Pogadam z nim i pozwoli jej odejść, tylko to trochę potrwa.Jest zajęty, szykuje się poważny przerzut.Lepiej mu nie przeszkadzać.–Idę po nią – powtórzyłem.– Nie musi mi pan pomagać.Przyglądał mi się przez chwilę ze smutkiem, a potem wyszedł zza biurka i sięgnął po pas z kaburą.–Wszystkich nas pan naraża.Wszystkich.–Wiem.Przypiął broń i wyszliśmy.Okolona zabudowaniami łąka, służąca kiedyś za boisko, nie miała zalecanych przez FIFA wymiarów, była jednak spora, więc trochę nieprzyjemnie mi się zrobiło na widok wbitego w opłotki Mi-17.Z pilotem, który nie trafił w tak duże lądowisko, musiało być kiepsko.Druga maszyna usiadła idealnie.Środek wirników nośnych pokryłby się z punktem środkowym boiska, gdyby takowy wyrysowano.Wirników, nie wirnika – obciążony girlandami pocisków, zbiorników i czort wie czego kamow Ka-50 miał je aż dwa, umieszczone jeden nad drugim.Zanurzony po brzuch w trawie, przypominał przyczajonego drapieżcę.Bo też nim był: część ekspertów oceniała go jako najlepszy na świecie śmigłowiec szturmowy [ Pobierz całość w formacie PDF ]